TWORKI - LEKCJE W TEATRZE POLSKIM
Mała Scena

Szanowni Państwo,

zwracamy się propozycją udziału w lekcjach organizowanych przez Teatr Polski w Szczecinie.


Lekcje będą miały formę spektaklu teatralnego połączonego z dyskusją, prezentacji multimedialnej z udziałem aktorów,wprowadzane będą również elementy wykładu. Kształcić będą umiejętności analityczne i krytyczne, poszerzać konteksty wiedzy, wprowadzać w dziedzinę edukacji teatralnej, a zarazem tej, która może się poprzez teatr realizować. Interesujące tematy, atrakcyjne treści, nowoczesny sposób przedstawienia, znakomite aktorstwo –oto zalety naszej propozycji.

Lekcje obejmą problematykę wchodzącą w zakres języka polskiego, historii oraz wiedzy o kulturze. Kierujemy je do ostatnich klas gimnazjum oraz klas licealnych.


Marek Bieńczyk, Tworki


Monodram według bestsellerowej książki Marka Bieńczyka pod tym samym tytułem.Historia życia i śmierci młodych Polaków żydowskiego pochodzenia ukrywających się podczas okupacji w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach.


Milan Kundera o Tworkach („Le Monde des Livres”)

Bieńczyk urodził się po wydarzeniach opisanych w powieści. Stąd nie dopatrzymy się w niej żadnych śladów autobiograficznych, żadnego regulowania rachunków, żadnych polemik, żadnych deklaracji politycznych, żadnej ambicji malowania obrazu historii; widoczna tu jest jedynie pasja odkrywania <tego, co może odkryć jedynie powieść>, w tym wypadku: sytuacji człowieka błądzącego na drodze pomiędzy horrorem a schronieniem oraz osobliwe, przeszywające piękno tej tragicznej sytuacji.


Marek Bieńczyk o Tworkach

Powieść zaczyna się od pożegnalnego listu młodej dziewczyny gotującej się na śmierć. Nosiłem ten list w sobie przez może 20 lat; znałem go od dawna, czułem się jego mimowolnym adresatem, przypadkowym dłużnikiem. „Tworki” są konieczną dla mnie odpowiedzią na ten list – i zarazem konfrontacją z wojną i językami, jakimi się o wojnie mówi. W książce zderzają się dwa języki. Język bohaterów z czasów wojny, tych młodych ludzi, którzy są nieco naiwni, bardzo sentymentalni, nieco patetyczni, lubią wierszyki, czytają poezję. Zawsze mnie uderzało zamiłowanie tamtego pokolenia do wierszy, a nawet do prostych rymowanek i rymu za wszelką cenę, ten szczególny brak dystansu, ta spontaniczność, która w jednej chwili pozwalała im przenosić się z życia w poezję, choćby słabą, tak sentymentalnie i lekko uroczyście siebie puentować... I język drugi, mój, powstały z dzisiejszego doświadczenia mowy, nieco zwariowany, zdystansowany, eliptyczny.


Słowo w akcji. Rozmowa z Markiem Bieńczykiem, literackim laureatem Paszportu „Polityki”, „Polityka” 2005, nr 5 (fragmenty)